Historie czytelników

... jako przestroga dla innych.


Poniżej zamieszczam wiadomości, które otrzymałam od osób borykających się z anoreksją, 
w czasie kiedy jeszcze prowadziłam mój poprzedni blog.
Ich historie dały mi do myślenia.
Zamieszczam je tu w nadziei, że na innych będą miały podobny wpływ.



***
Kochanie weszłam na Twój blog i się rozpłakałam... :( Rozumiem Cię, wiem co przeżywasz, co czujesz, bo.... sama byłam w takiej sytuacji. Chorowałam na  anoreksje i byłam nieszczęśliwa. Rodzina, przyjaciele próbowali mi pomagać, ale dla mnie nic nie istniało oprócz katowania się, liczenia kalorii, ciągłego spalania wszystkiego, myślenia o tym wszystkim... Przestałam spotykać się z przyjaciółmi, mieć kontakt rodziną. Wszyscy chcieli mi pomoc a ja uważałam ich za wrogów. 
Nie chciałam żadnej pomocy. Myślałam tylko ile kalorii zjadłam ile spaliłam. Pragnęłam głodu wtedy czułam się bezpiecznie. Przy wzroście 165 ważyłam 42 kg. Jestem tancerką i zależy mi na ładnej sylwetce, ale gdy zaczęłam chudnąć to tak mi się podobało, że nie mogłam przestać i nie chciałam przytyć. Wyszłam z tej choroby ( chociaż anoreksje ma się do końca życia, to zostaje w psychice), ale przytyłam nie jestem już wychudzonym kościotrupem. Jestem szczupła i kobieca. Tańczę w teatrze, w klubie nocnym. Każdy chwali moją sylwetkę i to mnie cieszy bo gdy byłam chora to nie byłam atrakcyjna i ludzie się na mnie dziwnie patrzyli z przerażeniem.
***

Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem. Postanowiłam podzielić się swoim doświadczeniem na temat chudnięcia i anoreksji. Zachorowałam jak miałam 13 lat, 200 brzuszków dziennie, tona pajacyków itd. Byłam szczupła, miałam genialny brzuch, mały biust, kobiece biodra (były moim problemem). Nawet nie wiem kiedy zaczęłam ograniczać jedzenie. Miałam 15 lat ważyłam 34 kilo przy wzroście 161 cm. Wypadały mi włosy, sucha skóra, brak równowagi emocjonalnej, nie miałam siły otworzyć oczu, wstać z łóżka, nie miałam okresu przez 9 miesięcy a kości wbijały mi się we wszystko na czym usiadłam czy się położyłam. Któregoś dnia nie mogłam w wstać z łóżka, trafiłam do lekarze. Usłyszałam, że najpierw mi wysiądą nerki a później serce bo jest bardzo źle. Miałam wybór przytyć i żyć zdrowo ruszać się i jeść "normalnie" albo umrzeć. Leczyłam się parę lat, tyłam chudłam, wracałam do starych nawyków. Koszmar. Myślę, że nigdy nie miałam już i nie będę miała normalnego stosunku do wagi, ciała, jedzenia ale dałam sobie radę. Rok temu, mam 25 lat. Poznaje kogoś na kim mi bardzo zależy, mam własną firmę, robię to co kocham. I BUM. Jakiś impuls wszystko wraca, tracę firmę, tracę kogoś na kim mi zależy, ważę 41 kilo leże u mamy na kolanach i mówię, że tym razem umrę, nie mam siły przejść 500 metrów. Diagnoza: depresja z nawrotem anoreksji. Zdecydowałam się na terapię. Znowu biegam, jem rozsądnie, około 1700 kcal, emocjonalnie wracam do formy. Mam prawie 27 lat i zaczynam po raz kolejny od początku. Nie mam zamiaru Ci tu pisać, że są inne drogi do bycia szczupłą i zdrową. Po prostu przeszłam przez koszmar jakim tak naprawdę jest anoreksja, Bo tak naprawdę jeśli je się mało i to się bez przerwy kontroluje to jest się niewolnikiem jedzenia. Nie wiem czy już otarłaś się o śmierć, nie wiem czy już przeszłaś przez to, że tracisz bliskie Ci osoby, pasje, pracę, że szpitale i lekarze to Twoja codzienność... Ale uwierz mi nie warto. Lepiej cieszyć się tym co się ma i po prostu o siebie dbać. Anoreksja to nie sposób na życie, tylko na jego destrukcję...
***

Wpadłem tutaj, aby ostrzec  przed czymś co zniszczyło mi życie. Jestem chory na anoreksję. Tak chory. Jestem chłopakiem. Mam anoreksję. Dziwne? Może.. wcale nie jestem z tego dumny. Każdy dzień to walka.. Kolejna 24 godzinna walka o życie, o przetrwanie, o to by żyć.
Może opowiem troszkę o sobie.
A więc w 2014 roku zacząłem się odchudzać, zapytacie po co. Chciałem zbudować sobie sylwetkę, być umięśniony, idealny, chciałem być idealny, aby ktoś był ze mnie dumny, rodzice.. ludzie patrzyli z podziwem. No i wiecie, dużo białka, jedzenie co 3 godziny i po treningu, trening i tak dalej. Co prawda na początku przybierałem masy mięśniowej i byłem z tego dumny. Jakiś czas później, nie wiem kiedy zacząłem zmieniać dietę, jakoś bardziej na odchudzającą. Lubiłem jak mojego ciała było mniej, cieszyłem się, jak chudłem. Nie obchodziło mnie to, że ktoś się martwi o mnie, że "gasnę". Ważniejsze było odchudzanie. W listopadzie 2014, nauczyciele powiedzieli, mojej mamie, aby poszliśmy na badania, byłem blady i mniej życia było we mnie ale badania nic nie wykazały, tylko potasu miałem mało. Z początku grudnia wypełniłem na necie test na anoreksję, który wykazał, że powinienem poradzić się lekarza, trochę się przestraszyłem ale i tak robiłem dalej to co robiłem. Powiedziałem mojej mamie o moim problemie z jedzeniem, ona nic o tym problemie nie wiedziała i prosiła abym się starał jeść i nie ćwiczyć, jadłem normalnie i nie ćwiczyłem przez 2 dni ale nie potrafiłem więcej. Nie mogłem. Musiałem ćwiczyć i się odchudzać.. Miesiąc lub dwa później powiedziałem mamie, że w dalszym ciągu ćwiczę i odchudzam się. Ona przestraszyła się, opierniczyła, powiedziała całej mojej rodzinie o moim problemie, zrozumieli to :) Umówiła do psychologa i termin był wyznaczony na 27 marca (pieprzone kolejki). Nie wspominając o tym, że dalej ćwiczyłem i nie jadłem (mój posiłek to jabłko i wafel ryżowy, chyba z 3l wody codziennie, jeżeli jadłem obiad to były ze dwie łyżki zupy z toną pieprzu, wyrzucałem jedzenie, dawałem psom, wypluwałem je. Ani razu nie wymiotowałem, nie umiałem tego robić.) Co z tego, że robiło mi się słabo, co z tego, że miałem duszności, ból mięśni, musiałem ćwiczyć. Od 6 marca nie chodziłem do szkoły, byłem za słaby, nie mogłem. Powiedziałem mamie, aby przyspieszyła wizytę, bo nie dam rady, dało się tylko do 19 marca. Pojechałem wiec wtedy do poradni i po rozmowie z jakimś psychiatrą (jakiś idiota nie kompetentny) uznał, że tak źle nie jest i chciał mnie wysłać do domu, ale ja wiedziałem, że nie dam dłużej rady... zmusiłem go z mamą, aby coś zrobił. Dał tylko skierowanie do szpitala na Strzeleckiej (Kraków). Ehh. Zrobili mi EKG i Echo serca. Miałem tętno 30, (normalne to 60, a nawet takie minimalne), stwierdzono tez 250 ml wody w osierdziu i konieczna była operacja. Tamtej nocy zrobiono ją na Prokocimiu... Jeszcze chwila i miałbym zawał. W wieku 15 lat. Na Prokocimiu spędziłem 3 dni, dano mi sondę do żołądka, która mnie karmiono. Kolejne 5 dni na Strzeleckiej, aż później przeniesiono mnie do szpitala psychiatrycznego i leczono z anoreksji. Widziałem ludzi, którzy się cieli, było tam strasznie. Spędziłem tam dwa miesiące. Teraz mija pół roku od mojego wyjścia z oddziału i wiecie co? NIE WARTO. Anoreksja zniszczyła mi życie, trzymam wagę ale ta choroba zostanie mi do końca... LUDZIE NIE WARTO. Nie wiem czy to coś da ale jeśli ktoś pomyśli chociaż, że nie warto to będę w pełni zadowolony. 
Pozdrawiam, chłopak z anoreksja, lat 16 ze spieprzonym do końca życiem.
***

Wierzcie mi, sama miałam anoreksję długie lata, pobyt w szpitalu,zachowania identyczne jak twoje. Dużo mnie to nauczyło,pewnie myślisz,że to nie dotyczy ciebie też tak myślałam,myślałam,że ja muszę wykonywać ćwiczenia liczyć każdą kalorię,a głową zapchana myślami o jedzeniu.Godziny przed lustrem.Chcę ci powiedzieć abyś nie brała anoreksji za przyjaciółkę tylko wroga, najgorszego.To nie jest normalne życie one tak nie wygląda nie daj sobie wmówić, że tak masz żyć. Może warto podzielić się z tym bliskimi wiem obawy są duże ale wiem po sobie,że po wizycie u psychologa i własnej walce moje myślenie dzisiaj jest inne poprawne. Znam też dużo innych osób którym się udało, które nie pozwoliły, aby anoreksja nimi zawładnęła.
***

4 komentarze:

  1. Można gdzieś do Ciebie napisać?
    Jakiś email?
    Bo też mam historię.
    Odpisz mi pod komentarzem, jeśli możesz, nie chciałabym się ujawniać. Nie do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie się nie loguje, ale kiedyś wróci i na pewno odpisze.

      Usuń
    2. Okej, czekam C:

      Usuń
    3. carriejunkie@gmail.com
      Wybacz, że dopiero teraz.

      Usuń