Od zawsze byłam dość pedantyczna, choć to akurat nigdy mi nie przeszkadzało.
W pewien sposób uczyniłam z tego atut.
Zawsze też starałam się osiągnąć perfekcję niemal w każdej sferze życia.
Dążyłam do ideału, zmagając się z ogromnymi kompleksami.
Nie tylko tymi związanymi z moim wyglądem, ale także z tymi, które dotyczyły mojej osobowości.
W końcu jednak uświadomiłam sobie, że to nie ma najmniejszego sensu.
Dla każdego człowieka ideałem jest coś innego, więc tak naprawdę "ideał" nie istnieje.
Dążenie do niego jest jak niekończąca się walka z wiatrakami.
Każdy z nas jest jedyny, wyjątkowy i niepowtarzalny, trzeba tylko zdać sobie z tego sprawę.
Jaka jestem teraz?
Wciąż staram się być perfekcjonistką, ale zachowuje przy tym zdrowy rozsądek i nie popadam w skrajność, tak jak to bywało dawniej.
Przede wszystkim jestem w pełni sobą, bo im bardziej usiłowałam przedstawić siebie jako kogoś innego, kogoś idealnego, tym gorzej na tym wychodziłam.
Nowy początek - nowa ja
Nigdy się nie poddawaj. Na wielkie rzeczy potrzeba czasu.
niedziela, 26 czerwca 2016
czwartek, 23 czerwca 2016
Wstęp:
Ostatnimi czasy wykreowała się moda na "zdrowy styl życia".
Mnóstwo ludzi oszalało na tym punkcie.
Niektórzy z nich zapominają, że bycie fit wcale nie oznacza wycieńczających treningów i rygorystycznych diet.
Nie trzeba przechodzić na wegetarianizm czy weganizm, by móc powiedzieć o sobie -
"Tak, jestem fit, żyję zdrowo i zdrowo się odżywiam".
Taki styl życia nie opiera się wyłącznie na płaszczyźnie fizycznej.
Skupia się także na naszej psychice... i to właśnie główny powód, dla którego powinno się zachować ostrożność wchodząc w ten świat.
Wiele osób staje się swoistymi fanatykami.
Niestety, granica między zdrowym byciem fit, a obsesją jest bardzo cienka.
Zdrowe bycie fit to przeciwstawianie się swoim słabościom.
To czerpanie przyjemności z aktywności fizycznej.
To systematyczne ćwiczenia, które mają poprawić kondycję i wygląd naszej sylwetki.
To zdrowe odżywianie, ale nie graniczące z przesadą, bo przecież nie ma nic złego w wypiciu piwa ze znajomymi albo zjedzeniu od czasu do czasu czegoś, co nie do końca można nazwać zdrowym ;)
To zaakceptowanie w pełni siebie i swojego ciała.
Mnóstwo ludzi oszalało na tym punkcie.
Niektórzy z nich zapominają, że bycie fit wcale nie oznacza wycieńczających treningów i rygorystycznych diet.
Nie trzeba przechodzić na wegetarianizm czy weganizm, by móc powiedzieć o sobie -
"Tak, jestem fit, żyję zdrowo i zdrowo się odżywiam".
Taki styl życia nie opiera się wyłącznie na płaszczyźnie fizycznej.
Skupia się także na naszej psychice... i to właśnie główny powód, dla którego powinno się zachować ostrożność wchodząc w ten świat.
Wiele osób staje się swoistymi fanatykami.
Niestety, granica między zdrowym byciem fit, a obsesją jest bardzo cienka.
Zdrowe bycie fit to przeciwstawianie się swoim słabościom.
To czerpanie przyjemności z aktywności fizycznej.
To systematyczne ćwiczenia, które mają poprawić kondycję i wygląd naszej sylwetki.
To zdrowe odżywianie, ale nie graniczące z przesadą, bo przecież nie ma nic złego w wypiciu piwa ze znajomymi albo zjedzeniu od czasu do czasu czegoś, co nie do końca można nazwać zdrowym ;)
To zaakceptowanie w pełni siebie i swojego ciała.
Najogólniej rzecz ujmując, to dbanie o siebie i swoje zdrowie.
Taka właśnie chcę być.
środa, 22 czerwca 2016
Pierwszy post bywa najtrudniejszy...
Dwa słowa o mnie...
Mój stary blog opuściłam niecałe 2 lata temu, od tamtego czasu wiele się zmieniło, przede wszystkim skończyłam z pro-aną.
Zyskałam dzięki temu kilka kilogramów i niezmiernie cieszę się z tego faktu, bo moja waga wreszcie jest w normie.
Nie mam już niedowagi, BMI w końcu jest prawidłowe, a mój pogląd na temat wyglądu uległ radykalnej zmianie.
Tak jak zapewne większości z Was wydawało mi się, że panuję nad sytuacją, jednak to tylko złudzenie.
Ciągłe kontrolowanie siebie, wagi, tego co jem i w jakiej ilości zupełnie mną zawładnęło.
Liczenie kalorii stało się codziennością, od której nie dało się uwolnić.
Kiedy przestawałam to robić czułam, że coś jest nie tak, że czegoś mi brakuje.
Dziś dalej to robię, ale teraz liczenie kalorii nie jest już obsesją.
Dzięki temu wiem ile powinnam zjeść, by nie schodzić poniżej normy.
Długi czas zajęło mi wyleczenie się z mojego dotychczasowego życia, ale udało się i tego samego życzę wszystkim osobom, które także postanowiły zagłębić się w ten świat.
Jaki jest cel tego bloga?
Pragnę poprzez niego uświadomić Wam, że droga, którą tak długo podążałam i którą niektórzy z Was także podążają, okazała się być drogą do nikąd.
Chcę pokazać, że da się żyć bez "any".
Nie mam zamiaru nikogo odwodzić od tego na siłę. Doskonale zdaję sobie sprawę, że to nic nie da, ale wiem także, że da się z tym skończyć.
Najlepiej zrobić to jak najszybciej, póki jeszcze nie jest za późno, bo życie bez niej jest niezaprzeczalnie lepsze - jest normalne.
Mój stary blog opuściłam niecałe 2 lata temu, od tamtego czasu wiele się zmieniło, przede wszystkim skończyłam z pro-aną.
Zyskałam dzięki temu kilka kilogramów i niezmiernie cieszę się z tego faktu, bo moja waga wreszcie jest w normie.
Nie mam już niedowagi, BMI w końcu jest prawidłowe, a mój pogląd na temat wyglądu uległ radykalnej zmianie.
Tak jak zapewne większości z Was wydawało mi się, że panuję nad sytuacją, jednak to tylko złudzenie.
Ciągłe kontrolowanie siebie, wagi, tego co jem i w jakiej ilości zupełnie mną zawładnęło.
Liczenie kalorii stało się codziennością, od której nie dało się uwolnić.
Kiedy przestawałam to robić czułam, że coś jest nie tak, że czegoś mi brakuje.
Dziś dalej to robię, ale teraz liczenie kalorii nie jest już obsesją.
Dzięki temu wiem ile powinnam zjeść, by nie schodzić poniżej normy.
Długi czas zajęło mi wyleczenie się z mojego dotychczasowego życia, ale udało się i tego samego życzę wszystkim osobom, które także postanowiły zagłębić się w ten świat.
***
Jaki jest cel tego bloga?
Pragnę poprzez niego uświadomić Wam, że droga, którą tak długo podążałam i którą niektórzy z Was także podążają, okazała się być drogą do nikąd.
Chcę pokazać, że da się żyć bez "any".
Nie mam zamiaru nikogo odwodzić od tego na siłę. Doskonale zdaję sobie sprawę, że to nic nie da, ale wiem także, że da się z tym skończyć.
Najlepiej zrobić to jak najszybciej, póki jeszcze nie jest za późno, bo życie bez niej jest niezaprzeczalnie lepsze - jest normalne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)